Dopływam do Rarotongi w archipelagu Cooka, uciekając przed huraganem, który formował się w pobliżu Nowej Kaledonii i miał ruszyć w stronę Fidżi – miejsca, do którego również planowałem zawinąć. Zgodnie z żeglarską zasadą „uciekać w bok”, obrałem kurs na archipelag Cooka.
Huragan ostatecznie skierował się w inną stronę, na Nową Zelandię, ale obawy pozostały. Gdy przypłynąłem do portu Avatiu na Rarotondze, mój jacht był tam jedynym.
– Dlaczego? – zapytałem. Przecież to renomowany cel polinezyjskich rejsów.
– Nikt rozsądny nie pływa w sezonie huraganów. A są też lepsze schronienia.
Postanowiłem więc nabrać rozsądku i – mimo „gorszego schronienia” – przeczekać tutaj przynajmniej do końca kalendarzowego sezonu huraganów.
Obraz tworzącego się huraganu, dostarczony przez Tadeusza Bartczaka, pokazuje również pozycję METEORA poza jego zasięgiem.
4 thoughts on “Ucieczka na Rarotongę – samotnie w Avatiu”
Rozwaga przede wszystkim. Jeszcze długa droga przed Panem i Meteorem. Dobrze, że było gdzie się schować a huragan finalnie poszedł w drugą stronę.. Niestety tak jak już pisałem wcześniej teraz będzie tylko trudniej w związku ze zmiennymi wiatrami. Powodzenia
jak sie stoi tak samemu to się wycieczki zaczynają robić i człowiek sie staje lokalnym celebrytą….kiedyś stałem jedynym jachtem żaglowym w szkockim porcie rybackim – atrakcja dla lokalesów
Rozwaga przede wszystkim. Jeszcze długa droga przed Panem i Meteorem. Dobrze, że było gdzie się schować a huragan finalnie poszedł w drugą stronę.. Niestety tak jak już pisałem wcześniej teraz będzie tylko trudniej w związku ze zmiennymi wiatrami. Powodzenia
To może jeszcze ktoś rozważny czy nierozsądny zawinie do portu w Avatiu, żeby było z kim święta spędzić? Jak tam bajkowo na tej wyspie 🌅
Są gorsze miejsca na spędzenie świąt. 🥚
jak sie stoi tak samemu to się wycieczki zaczynają robić i człowiek sie staje lokalnym celebrytą….kiedyś stałem jedynym jachtem żaglowym w szkockim porcie rybackim – atrakcja dla lokalesów