Zawinęliśmy do Dover w dramatycznych okolicznościach.
Narastał sztorm (oczywiście z niedobrego kierunku), a do tego silny prąd pływowy (również z niedobrego kierunku).
Na podejściu do portu pojawiła się niezwykła fala, która przykryła jacht. Wszystko mokre, a przez bulaje i pokład pojawiły się przecieki.
Prognoza zapowiada teraz sztorm za sztormem, czeka mnie więc co najmniej tydzień postoju. Kuba wraca do Polski, a ja na razie zostaję bez załogi. Zastanawiam się, jak wykorzystać ten czas – może na naprawę elektroniki (firma B&G ma swoją siedzibę w Lymington).
Na szczęście śruba napędowa zdała bojowy test pod obciążeniem.