Z obu stron zejściówki, przytroczone do słupków, wiszą noże – świadectwo tego, jak bardzo muszą być zawsze pod ręką.
Jeden, z drewnianą rękojeścią, to dzieło Kuby Olejnika, mojego sparingpartnera, z którym pływam od paru lat. Razem z ojcem, zapalonym myśliwym, wyprodukowali wiele różnego rodzaju noży. Drugi, z zielonymi zdobieniami, także ma myśliwski rodowód i jest imieninowym prezentem od Macieja Ostrowskiego, meteorologa, z którym pływam już od paru dekad.
Kolejne dwa noże otrzymałem od Darka Suchowskiego z firmy Marinetech w Bremie. Choć dotąd razem nie pływaliśmy, pojawił się jak Anioł Stróż, gdy Meteor zgubił śrubę napędową. Darek nie tylko pomógł odnaleźć w Europie zapomniany typ śruby, lecz także jego firma sfinansowała zakup. Jeden z tych noży wisi dziś przy kuchence, drugi przy tratwie ratunkowej – czekając na moment, w którym trzeba będzie odciąć tratwę od tonącego jachtu.
Piąty nóż kupiłem sam. Wspominam o nim dlatego, że sprzedawca w Dover uparcie twierdził, że nadaje się wyłącznie do filetowania ryb i próbował odmówić sprzedaży. Mylił się – tym nożem najlepiej tnie się liny.
prawda najprawdziwsza prawda! ja tez mam 2 przy zejściówce…..w razie czego
I tutaj masz rację, nóż w sytuacji trudnej zawsze potrzebny, wiem bo jak mieliśmy na kabestanie babę szotów genuy w trudnych warunkach, to trzeba było ciąć…
Hmmm, nie jestem żeglarzem z prawdziwego zdarzenia, nie posiadam patentów, ale trochę „pobujałam się po wodzie, ale nigdy nie zauważyłam noży przytroczonych w zejściówce i innych miejscach na jachcie. Przekażę tą cenną wskazówkę. Pozdrawiam serdecznie
Z tymi nożami to dobry patent. Ja bym miał jeden nóż przy sobie, ale może każdy z tych noży ma trochę inne specjalistyczne zastosowanie? Przypomina mi to trochę sytuację z okularami. Ja mam jedną parę i noszę przy sobie, a moja żona ma 10 par porozkładanych po całym domu i korzysta gdy jest w pobliżu. Można i tak.
” Nóż w wodzie II „