Dziennik Kapitana
Jak zostałem kapitanem – spotkanie w Zawadzie k. Opola
30 lipca. Centrum Tenisowe w Zawadzie – daleko od portów i morskich szlaków. A mimo to tego dnia czułem się, jakbym znów był na pokładzie: skupione spojrzenia, cichy szmer rozmów, życzliwość bijąca od ludzi – wszystko to przywodziło na myśl chwilę tuż przed wypłynięciem.
Pokazałem film Sztorm, a potem – jak to mam w zwyczaju – podzieliłem się kilkoma historiami. O samotności, która uczy pokory. O tym, jak człowiek naprawdę słyszy własne myśli, gdy przez tygodnie nie widzi lądu. I o tym, że kapitan... nie musi gotować. Nigdy tego nie lubiłem – i to się nie zmieniło.