Dziennik Kapitana
Coraz bliżej do startu
Powoli zbliżam się do Teneryfy. Tam zacznie się mój trzeci samotny rejs dookoła świata – rejs, który ma być nie tylko próbą sił, ale też spełnieniem marzenia, które dojrzewało we mnie od dawna.
Za burtą mijają mile, a każdy dzień przybliża mnie do oceanu, który wciąż potrafi zaskakiwać. Słucham wiatru, obserwuję fale i czuję ten znajomy niepokój przed wielką podróżą. To nie jest strach, raczej pokora wobec żywiołu, który nie zna litości, ale potrafi dać coś, czego nie znajdzie się nigdzie indziej – poczucie prawdziwej wolności.
Na Teneryfie sprawdzę jeszcze raz żagle, olinowanie, elektronikę. Na morzu nie ma miejsca na przypadek. Wszystko musi działać, wszystko mieć swoje miejsce. A potem… pozostanie już tylko to, co najprostsze i najtrudniejsze zarazem – ruszyć.
Ocean czeka. Ja też.
„To nie jest strach, raczej pokora wobec żywiołu, który nie zna litości, ale potrafi dać coś, czego nie znajdzie się nigdzie indziej – poczucie prawdziwej wolności.”
Dokładnie to samo odczuwam przed moim wymarzonym pierwszym oceanicznym rejsem, już za 2 tygodnie. Skromnym, bo tylko na CV, ale też z Teneryfy.
Nie tylko inicjały więc mamy wspólne. 🫡
Powodzenia Kapitanie, pomyślnych wiatrów i spełnienia marzeń.
Panie Krzysztofie!
Pomyślnych wiatrów!
Stopy Wody!
Pozdrawiam!
MS
Stopy wody pod kilem, kapitanie!
Udało się. Wiedziałem, że się uda. Dopiął pan wszystko i z tego chyba najbardziej pana cenię. Niezłomność. Bez tego tak naprawdę nawet nie ma co stawiać żagli. Żeby je postawić nie wystarczy mieć siłę fizyczną. Potrzebny jest ten hart.